2026.04.03 | piątek
U nas tak właśnie było. Jedno spotkanie na Facebooku, gdzieś pod postem. Jedna rozmowa. Dwoje ludzi z dwóch końców Polski, których dzieli kilkaset kilometrów, a łączy podobna energia i chęć działania. Zamiast zastanawiać się, jak tę odległość pokonać, postanowiliśmy ją wykorzystać.
Było to w czasie, który dla wielu organizacji jest trudny i żmudny. Listopad to nie jest moment działania na zewnątrz. To czas rozliczeń, wysyłania sprawozdań, zamykania projektów i pisania kolejnych. Dużo papierów, mało przestrzeni na ludzi i działania z nimi. I właśnie wtedy postanowiliśmy - Kreatorzy Rzeczywistości i Srebrne Nici - zrobić coś swojego. Bez pisania projektu. Bez pieniędzy. Bez zaplecza.
Nie wiedzieliśmy (i nadal nie wiemy), gdzie to nas zaprowadzi. To miała być trochę zabawa, trochę eksperyment - sprawdzenie, czy między organizacjami naprawdę istnieje sieć relacji i którędy ona się wije. Wypuściliśmy w świat Kronikę i daliśmy jej proste zasady: ma wędrować z rąk do rąk, bez kurierów, bez skrótów, za to z pełnym zaufaniem.
I się wydarza. Dziś widać, że to działa. Nie dlatego, że było dobrze zaplanowane, tylko dlatego, że jest prawdziwe. Bo ktoś wziął Kronikę do ręki i uznał, że chce być częścią tej drogi. A potem zrobił to ktoś kolejny.
Kronika zmienia ręce, zbiera historie i niesie ze sobą drobne gesty oraz ślady ludzi, którzy postanowili do tej opowieści dołożyć coś od siebie. Po drodze zyskała nawet swoją torbę - nie wiemy od której organizacji, ale bardzo to doceniamy i dziękujemy.
To jest wspólna historia ludzi i organizacji, które po prostu w nią weszły. Bez nich nic by się nie wydarzyło. To one niosą Kronikę dalej i to one naprawdę tworzą tę „nić”, która łączy kolejne miejsca na mapie.
Dlatego tak bardzo poruszyło nas to, że ta historia została zauważona szerzej. Nasz projekt został opisany na łamach Tygodnika Poradnik Rolniczy w artykule „Kronika srebrną nicią łączy Polskę” autorstwa Karoliny Kasperek.
Dla nas to nie jest tylko publikacja. To moment, w którym coś, co było małe i takie nasze, staje się widoczne dla większej ilości ludzi - i daje nam realną energię do dalszego działania. Pokazuje, że to, co robimy, ma sens. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się proste czy niewidoczne.
Zwłaszcza że lokalnie - zarówno w Kleszczelach, jak i w Pszowie - nasze działania nie zawsze spotykają się z dużym wsparciem czy docenieniem. I to tym wyraźniej pokazuje, że czasem trzeba spojrzenia z zewnątrz, żeby zobaczyć wartość tego, co dzieje się tu i teraz.
Do pokonania ma jeszcze ponad 400 kilometrów z początkowych 550. Nie wiemy, ile to potrwa, przez ile rąk przejdzie i jakie historie jeszcze zbierze.
To, że o tej akcji piszą ogólnopolskie media, pokazuje nam, że świat potrzebuje prostych, autentycznych historii - takich, które zaczynają się od relacji, a nie od budżetu, i powstają między ludźmi, a nie w biurze.
Czasami naprawdę wystarczy zeszyt, magnes w woreczku i grupa ludzi, którym po prostu się chce.
Dziękujemy redakcji za to, że zobaczyła tę historię.
Dziękujemy wszystkim „Teleportom” (czyli jak do tej pory: Stowarzyszenie Podlaski Raj (Pustelnia Sękalik) - LGD Tygiel Doliny Bugu - Stowarzyszenie Obieżypowiat - Stowarzyszenie Pomoc Jest Blisko - Stowarzyszenie Być i Żyć - Środowiskowy Dom Samopomocy w Sokołowie Podlaskim - Stowarzyszenie aToMy - KGW Mężenin-Rusałki - KGW Niemojki - KGW Niezapominajka w Oleśnicy - OSP Niemojki - OSP Wodynie - Sokołowskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne - Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Drohiczynie - LOT nad Bugiem) - za to, że ją tworzycie!
tekst: Krysia Kułakowska